xyzzy

Na xyzzy.pl pisze @lukasztyrala.

Nienawidzicielstwo i populizm, czyli zero empatii w sprawie Emp@tii

Ruszył portal informacyjny Emp@tia. Ktoś napisał, że to dla bezdomnych i za 50 mln zł. Inni podchwycili. Ludzie wychodzą na ulicę. Branża się ślini na takie opasłe budżety (lol dla wszystkich spontanicznych hejtów, lol!). Żadne z tych zdarzeń nie zawiera w sobie szczypty rzetelności.

Nie mam zamiaru bronić portalu. Jest źle zaprojektowany. I źle wdrożony. Dopóki nie powstanie standard projektowania i wdrażania usług przez jednostki publiczne, jak to się stało w Wielkiej Brytanii, to takich kwiatków jeszcze trochę powąchamy.

Emp@tia, to nie tylko portal, czyli to co widzimy my, społeczeństwo. To cały projekt cyfryzacji Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. I procesów. I obiegu danych. I jeszcze integracja z innymi jednostkami. #dużotaktego

Wystarczy przeczytać na stronach opowiadających o całym projekcie Emp@tia, o co chodzi, zanim uznamy, że 45 mln to dużo. Śmiem powiedzieć, że jest tak źle, bo to mało – pewnie zabrakło właśnie na portal informacyjny.

Projekt ruszył w 2007, a prace rozpoczęto w 2009 (ciekawe, co się działo przez dwa lata, ale pewnie papierkowa robota). Warto wykonać parę prostych obliczeń, żeby całość kwoty przestała straszyć. Można też przeczytać, ile firmy IT liczą sobie za przekazanie praw autorskich do kodu.

Presja uruchomienia platformy też była duża, czego można się domyślić czytając podsumowania kontroli NIKu w poprzednich latach. A ASAP rzadko idzie w parze z jakością i UCD.

Nawet słaby system informatyczny, wdrożony tam gdzie żadnego systemu nie było, przyniesie oszczędności. Jeżeli do tego mówimy o szerokiej integracji systemów i codziennej pracy setek urzędników, to oszczędności szybko pokryją wydatki.

Update (28.03.2014):

Większość pieniędzy pochodzi z Funduszy Unijnych, więc pisanie o marnowaniu pieniędzy podatników jest bez sensu.

Nie wiem, jak dzisiejszych wzburzonych, ale mnie Asseco już przyzwyczaiło do słabych portali dla ludu. Was też powinno, bo profil ich działalności nie uwzględnia projektowania dla ludzi. To (tylko) firma IT pisząca kod wspierający (jedynie) procesy biznesowe.

Asseco Poland jest unikalnym połączeniem firmy software’owej i usługowej. Jesteśmy producentem zaawansowanego technologicznie oprogramowania, obsługującego najważniejsze procesy biznesowe przedsiębiorstw z kluczowych branż polskiej gospodarki.

Jeszcze dodam, że Liferay do cudów technologii webowych nie należy, więc z tym zaawansowaniem też troszkę przesadzają – przynajmniej w perspektywie użytkowników końcowych.

Ktoś dawno temu podpiął informatyczną pępowinę do Prokomu, wykarmił bobaska, który przeszedł operację plastyczną i jako rozpuszczony młodzieniec zmieniał imię na Asseco. Dziś jest dorosły, jest na swoim, ale od rodziców chętnie pieniążki bierze. Na drobne wydatki.

I na koniec. Na co dzień, mało które projekty interaktywne powstają z myślą o ludziach i ich potrzebach, więc trudno się dziwić, że instytucje publiczne też mają z tym problem. Oczywiście taki stan rzeczy jest nie do zaakceptowania, ale to temat długoterminowy, wymagający interdyscyplinarnej wiedzy. Dzisiejsi przodownicy pospolitego ruszenia, piszący populistyczne nagłówki i nienawidziciele na pewno nie należą do grona osób, którym takie reformy warto powierzać.

Update (28.03.2014): 49 mln zł na portal dla bezdomnych? Nie, kosztował 3,3 mln zł. I ma służyć nie tylko bezdomnym

Wszyscy są kreatywni – nie każdy może na tym zarabiać

Wszyscy jesteśmy kreatywni, ale w rozumieniu biznesowym kreatywność powinna być postrzegana przez pryzmat działania w określonych warunkach i ramach danych ograniczeń. Co komu po fajnym pomyśle, który jest nie do zrealizowania w ramach założonego budżetu, albo w danej przestrzeni?

Tak naprawdę nie jest ważna sama kreatywność, a umiejętność jej okiełznania. Samorefleksja, samokrytyka i wyrzucanie słabych pomysłów (nawet jeżeli są kreatywne) – to prawdziwa zaleta i rzadko spotykana cecha, która trzeba w sobie pielęgnować i usprawniać. Umiejętność przekuwania własnej kreatywności w produkt i to już profesjonalizm.

Kiedy nie wiesz co dalej, zrób listę zdarzeń, które na pewno nie miałyby miejsca. Często pomaga to odblokować pomysły, co powinno się wydarzyć.

Emma Coates, story artist w Pixar

Why we have our best ideas in the shower: The science of creativity 

Wszyscy jesteśmy kreatywni, ale niewiele osób ma warunki, żeby to udowodnić – to podsumowanie posta.

Oferty pracy często stawiają kreatywność obok wielowątkowości i presji czasu. Kreatywności nie powinno się wymagać (każdy taką cechę posiada), tylko stwarzać warunki aby ją umożliwić. Podobnie jest z innowacją.

Oczywiście nie da się zapewnić takich warunków cały czas, a część osób, ze względu na ogromne doświadczenie w swojej dziedzinie, jest w stanie symulować kreatywność. Czas przestać zagarniać kreatywność jako cechę wąskiej grupy wybrańców.

Advertisers Should Act More Like Newsrooms 

Komunikacja w internecie wymaga elastyczności i szybkich decyzji – spontaniczności, trzymania ręki na pulsie i elementu ryzyka. Coraz częściej docieranie do konsumentów przypomina newsroom – taki skrót z wniosków na HBR.

Cała koncepcja bardzo ciekawa, ale poza sprytnym porównaniem do mediów, bardzo przypomina istniejącą już ideę content marketingu. Dwa najważniejsze problemy moim zdaniem?

Po pierwsze, większość kierowników marek nie jest gotowa, aby dać taką wolność agencjom, aby mogły one taką prowadzić komunikację w takim modelu.

Po drugie, oglądając wiadomości łatwo przekonać się, jak kiepskie newsroomy bywają – nieistotne wiadomości, nudne reportaże, wpadki i gafy oraz płytkie wnioski.

Trzynaście lat archiwów „Signal vs Noise” i czternaście „A List Apart” 

Jeżeli czytaliście coś o strategii treści i szukacie przykładów, dlaczego opłaca się inwestować w sposób przechowywania treści, tak aby przekaz był oddzielony od platformy, to trzynaście lat archiwów Signal vs. Noise jest dobrym punktem odniesienia. A List Apart nie pozostaje w tyle.

W zeszłym roku powstał nowy projekt graficzny (typograficzny) SvN, a post z 2006 roku nadal wygląda, jakby go napisano parę dni temu. Artykuły napisane przed 2006 są dostępne tylko w starym systemie, ale są. Nie zniknęły w mrokach FTPów ani źle zaprojektowanych baz danych. Writing for the Web Zeldmana z 1999 roku też jest nadal dostępne.

Zrównoważony rozwój i strategia treści w najlepszym wykonaniu, ot co. Zakamarki ich baz danych muszą być bardzo ciekawe.

PS. Edytowałem ten wpis korzystając z Tumblr dla Androida i po zapisaniu zmian całe formatowanie (i linki) poszło w niepamięć.

Programowanie to nowy język obcy

W Australijskich szkołach dzieci będą poznawały tajniki programowania. W Estonii programowanie ma być częścią obowiązkowego toku nauczania. W Polsce takie sugestie spotkałyby się zapewne z manifestacjami, strajkami i okupacją w wykonaniu humanistów.

Zawsze myślałem, że syna będę posyłał na pozaszkolny kurs angielskiego (albo innego języka obcego), teraz wydaje mi się, że będzie to właśnie programowanie. Humanistom przewracającym teraz oczami przypomnę, że kiedyś umiejętności pisania i czytania również nie były nauczane.

Wiele znaków wskazuje, że przyszłość usłana będzie technologią i wszelkiego rodzaju urządzeniami (dodajmy do tego roboty, sztuczną inteligencję i nanotechnologię). W takim świecie umiejętność przetwarzania danych, obsługi programów i układów elektronicznych będzie tak samo niezbędna, jak czytanie i pisanie w teraźniejszości owładniętej przez informację pisaną.

1 / 2 Dalej